Posłowie do "Złotego garnka"

"Złoty garnek" - posłowie tłumaczki, Elizy Pieciul-Karmińskiej

 

W niniejszym tomie znajdziemy trzy opowiadania Ernesta Teodora Amadeusza Hoffmanna (1776-1822) w nowych szatach językowych i graficznych. Jego dwie baśnie dla dzieci (Dziadek do Orzechów i Król Myszy oraz Tajemnicze dziecko) ukazały się w latach ubiegłych nakładem wydawnictwa Media Rodzina w nowym tłumaczeniu piszącej te słowa oraz z ilustracjami Aleksandry Kucharskiej-Cybuch. Warto nadmienić, że wydawnictwo to konsekwentnie realizuje program przybliżania klasyki literatury światowej współczesnemu czytelnikowi.

Niniejsze wydanie opowiadań E.T.A. Hoffmanna przeznaczonych dla czytelników dorosłych to zbiór trzech tekstów: Złoty garnek, PiaskunDon Juan. Każdy z nich zasługuje na kilka słów wprowadzenia.

 

Złoty garnek

Opowiadanie, które Hoffmann zaczyna pisać latem 1813 roku w Dreźnie, dokąd przeprowadził się z Bambergu. Trzeba zaznaczyć, że Drezno i Lipsk, gdzie Hoffmann przebywa między kwietniem 1813 a wrześniem 1814 roku, są w owym czasie terenem działań wojennych Napoleona sprzymierzonego z Saksonią przeciwko Prusom, Rosji i Austrii. Hoffmann jest naocznym
świadkiem zwycięskiej bitwy Napoleona pod Dreznem (26-27 sierpnia 1813 roku) poprzedzającej słynną „bitwę narodów” pod Lipskiem (16-17 października 1813 roku). Drezno, stolica Saksonii walczącej po stronie Napoleona, oblegane jest następnie przez siły sprzymierzonych i w listopadzie 1813 roku trafia pod zarząd rosyjsko-pruski. Wszystko to dzieje się w czasie, gdy Hoffmann pracuje nad Złotym garnkiem, próżno tu jednak szukać jakichś refleksji czy choćby odprysków działań wojennych, opisów przemarszów wojsk lub bitew. Ale o swojej pracy nad Złotym garnkiem Hoffmann pisze w liście do wydawcy, że praca nad tym utworem otworzyła przed nim cudowne królestwo – wyrastające z jego duszy i chroniące go przed naporem zewnętrznego świata.

Anegdotycznie warto dodać, że w rękopisach Hoffmann tytułował to opowiadanie Złoty nocnik (Der goldne Nachttopf), co wiele mówi o dystansie Autora do własnego dzieła. Ostatecznie jednak zdecydował się na mniej prowokacyjny Złoty garnek (Der goldne Topf), chociaż także w tej wersji tytuł sygnalizuje ironiczny dysonans między baśniowym przepychem złotego skarbu a banalnością garnka, co samego Goethego skłoniło do kąśliwego przeinaczenia: Den goldenen Becher angefangen zu lesen bekam mir schlecht; ich verwünsche die goldenen Schlänglein (Rozpoczęcie lektury Złotego kubka na złe mi wyszło; przeklinam złote żmijki).

Dzieło podzielone jest na dwanaście „wigilii”, czyli ówczesnych czuwań, które w dalszym przebiegu opowiadania odnoszą się do nocnej pracy narratora spisującego dzieje studenta Anzelma. Narrator ten ujawnia się w wigilii dwunastej, gdy sam wkracza do akcji, odwiedzając archiwariusza Lindhorsta i spisując zakończenie dziejów głównego bohatera.

Złoty garnek to jedyne dzieło Hoffmanna, które rozgrywa się w konkretnych i autentycznych miejscach. Z listów Autora wiemy, że widok na Łabę, jaki roztacza się przed bohaterem utworu w czasie jego wizji pod drzewem czarnego bzu, był wiernym zapisem widoku, jaki pisarz obserwował ze swego okna. Ulice, które przemierzał Anzelm, lokale, które odwiedzał, to miejsca, w których pisarz bywał w czasie pracy nad swym dziełem.

Odnajdziemy tu także wątki biograficzne innego rodzaju. Autor dla swego głównego bohatera wybrał imię świętego, którego dzień obchodzony jest 18 marca. Był to równocześnie dzień urodzin młodziutkiej Julii Mark (1796-1865), która u Hoffmanna brała lekcje muzyki i w której zakochał się on bez pamięci. Coraz bardziej jawna miłość starszego o dwadzieścia lat, żonatego mężczyzny doprowadziła do towarzyskiego skandalu i zakazu wstępu do domu Julii, gdy we wrześniu 1812 roku Hoffmann publicznie obraził jej narzeczonego (co notabene było jakoś usprawiedliwione, gdy człowiek ów w czasie wspólnej wycieczki upił się i padł nieprzytomny u stóp narzeczonej). Na marginesie trzeba dodać, że małżeństwo Julii Mark z kupcem Georgiem Groepelem było nieudane i skończyło się rzadkim w owych czasach rozwodem. W roku 1821, na rok przed śmiercią Hoffmanna, Julia wyszła powtórnie za mąż – za Ludwiga, syna swego wuja Adalberta Friedricha Marca.

Błękitne oczy nadobnej Serpentyny to oczy Julii Mark, a Anzelmowi – przeciwnie niż samemu Autorowi – dane było zjednoczyć się z ukochaną w niedostępnej krainie poezji.

 

Piaskun

Opowiadanie opublikowane w roku 1816 w Berlinie, zaliczane jest do najważniejszych utworów Hoffmanna. Oryginalny tytuł Der Sandmann został przetłumaczony przez Antoniego Langego jako Człowiek z piasku. Późniejsza tradycja utrwaliła tytuł Piaskun, odwołujący się do baśniowej postaci człowieczka z niemieckich wierzeń ludowych, sypiącego dzieciom piaskiem w oczy, by zasnęły. Niektórzy pamiętają może jego mniej groźną wersję z telewizyjnej bajki produkcji nrd, zatytułowanej Piaskowy Dziadek. Hoffmannowski Piaskun niewiele ma jednak wspólnego z dobroduszną figurą Piaskowego Dziadka – to złowroga postać demonicznego adwokata Coppeliusa, który stał się przyczyną śmierci ojca głównego bohatera, a później także upadku jego samego.

To krótkie opowiadanie trzyma w napięciu i jest jakby zapisem narastającego obłędu głównego bohatera. Mroczny Piaskun to przeciwny biegun fantazyjnego Złotego garnka: Anzelm osiąga wieczną szczęśliwość w raju Atlantydy, natomiast Nataniel kończy w otchłani szaleństwa, uprzednio niemalże zabiwszy swą ukochaną.

Warto także zwrócić uwagę na motyw mechanicznej lalki, w której zakochuje się główny bohater. Idealnie piękna Olimpia okazuje się automatem, a znany nam z science fiction lęk przed cyborgami udającymi ludzi został opisany już przed dwustu latu przez tego pisarza wizjonera. Hoffmann przewidział wiele współczesnych obaw, a z jego opisu namiętności człowieka do nakręcanej lalki dowiedzieć się możemy czegoś o naszym jakże aktualnym strachu przed wirtualną rzeczywistością.

 

Don Juan

Tekst opublikowany 31 marca 1813 roku w lipskim czasopiśmie „Allgemeine musikalische Zeitung”. Podobno w warstwie fabularnej opowiadanie to sięga poznańskich lat Autora, gdy w lokalnym teatrze po premierze Don Giovanniego zmarła aktorka – odtwórczyni roli Donny Anny. Bardziej prawdopodobnym pierwowzorem postaci Donny Anny jest utalentowana śpiewaczka i adresatka słynnego utworu Beethovena Dla Elizy, Elisabeth Röckel (1793-1883), którą od jesieni 1810 r. Autor mógł podziwiać w Bambergu w operze Don Giovanni.

Czytając tę literacką analizę opery Mozarta, powinniśmy pamiętać, że my, współcześni, jesteśmy już oswojeni z geniuszem kompozytora i wszelkie pochwały dla jego muzyki odbierać możemy jak truizm. Tymczasem gdy Hoffmann pisał Don Juana, od prapremiery Don Giovanniego w roku 1787 minęło ledwie ćwierć wieku, a od śmierci Mozarta w roku 1797 niewiele ponad lat dwadzieścia. W tym kontekście wnikliwa interpretacja opery jest czymś na owe czasy odkrywczym i niespotykanym, wszak o autorze opery mówiło się wówczas per „słynny pan Mozart z Wiednia” (Don Juan) i nie przeczuwano jeszcze, co się tak naprawdę wydarzy w świecie muzyki za sprawą tego „pana z Wiednia”.

Interpretacja Don Giovanniego przebiega tu dwutorowo. Najpierw narrator analizuje tragedię tytułowego bohatera, kontrastując ją z obiegowymi opiniami o tej „wesołej, frywolnej postaci”, oraz ukazuje tajemny związek łączący go z Donną Anną, który doprowadzić musi także do jej upadku. Dzieje się tak, gdy dostrzega ona, że nie jest w stanie ocalić Don Juana przed wiecznym potępieniem, a sama nie potrafi już wrócić do zwykłego życia w małżeństwie z Don Ottaviem. Owo bezgraniczne poświęcenie się ideałowi aż po samozatracenie ujawnia się jednak także w innej płaszczyźnie – oto śpiewaczka odtwarzająca rolę Donny Anny, utożsamiając się z tą postacią – umiera po skończonym przedstawieniu. Życie wypełnione sztuką kończy się w tym świecie klęską.

Anzelm ze Złotego garnka ginie bez śladu w Atlantydzie, Nataniel w Piaskunie roztrzaskuje się o bruk, Donna Anna (w dwojakiej postaci) umiera.

 

Każda antologia jest ze swej natury arbitralna i obarczona ryzykiem pominięcia jakiegoś ważnego tekstu. Jak uzasadnić wybór tych zdawałoby się bardzo różnych opowiadań, gdzie na pierwszy rzut oka Złoty garnek to urokliwa baśń z happy endem, Piaskun – klasyczny horror, a Don Juan – literacki esej o operze
Mozarta?

Na początek warto zaznaczyć, że wszystkie te utwory powstały w niewielkim przedziale czasowym: Don Juan został wydany w 1813, Złoty garnek w 1814, a Piaskun w 1816 roku. Łączy je jednak coś więcej niż tylko czas powstania. Przy wnikliwszej lekturze dostrzeżemy, że te trzy teksty wyróżnia wspólny motyw i że przy całej odmienności fabuły i formy znajdują się one we wzajemnym
dialogu.

Najłatwiej jest to uchwytne w przypadku dwóch pierwszych opowiadań, gdzie Piaskun zdaje się rewersem Złotego garnka. W obydwu opowiadaniach odnajdziemy – charakterystyczne zresztą dla całej twórczości Hoffmanna – przemieszanie świata realnego i świata fantastycznego oraz typowe, znane już z Dziadka do Orzechów, mylenie tropów: tak naprawdę w czasie lektury kilkakrotnie zmieniamy zdanie co do tego, czy fantastyczne wydarzenia zdarzyły się naprawdę, czy były tylko wynikiem upojenia lub szaleństwa głównych bohaterów. Obydwa teksty mówią o człowieku, który doznawszy szczególnego „oświecenia”, nie może już dalej żyć jak inni. I chociaż Złoty garnek kończy się idyllicznym opisem cudownej egzystencji Anzelma w krainie poezji, a Piaskun – odwrotnie – obnaża obłęd głównego bohatera, prowadzący do samobójstwa, to jednak i Złoty garnekPiaskun opowiadają w gruncie rzeczy tę samą historię o człowieku, który żyje na pograniczu dwóch światów i musi za to zapłacić wysoką, jeśli nie najwyższą cenę. Bo przecież i szczęśliwe zakończenie Złotego garnka można odczytywać jako zapis ostatecznego niepowodzenia studenta Anzelma, dla którego nie ma już miejsca w tym świecie i który żyć może jedynie w mitycznej Atlantydzie. Klęska głównego bohatera Piaskuna jest oczywiście bardziej jednoznaczna – w napadzie szaleństwa Nataniel najpierw próbuje zabić ukochaną Klarę, a następnie rzuca się z wieży i roztrzaskuje o bruk.

Jeśli wczytać się w biografię Autora, jasne staje się, że takie postawienie sprawy nie było tylko chwytem artystycznym, a co więcej – w obliczu wydarzeń u schyłku jego życia – nabrało cech proroctwa. Hoffmann bowiem także żył w dwóch światach. Jako urzędnik państwa pruskiego oskarżony został o zdradę tajemnicy śledztwa, której jakoby dopuścił się w opowiadaniu Mistrz pchła. Literacki żart Hofmmanna-artysty dał asumpt do prześladowania Hoffmanna-urzędnika i przyczynił się do klęski Hoffmanna-człowieka, który – obłożnie chory – ostatnie miesiące życia przeżył nękany śledztwem i postępowaniem sądowym.

Obydwa opowiadania – Złoty garnekPiaskuna – łączą także inne wspólne motywy: alchemicznych eksperymentów, wpływów pierwotnych duchów natury na człowieka, a przede wszystkim rozdarcia głównego bohatera między dwoma ukochanymi: kobietą zwykłą (Weronika, Klara) i kobietą idealną (Serpentyna, Olimpia) wzorowaną na Julii Mark.

Także w Don Juanie historycy literatury znajdują w postaci Donny Anny portret ukochanej Hoffmanna – Julii, jakkolwiek z formalnego punktu widzenia jest to w naszym zbiorze tekst osobny, stanowiący nie tyle opowiadanie, co raczej esej literacki, w którym Autor daje zaskakująco dogłębną i nowatorską interpretację Don Giovanniego Mozarta. Lecz także i tutaj odnajdziemy identyczny namysł nad miejscem artysty w świecie mieszczańskim, nad pytaniem o cenę dominacji sztuki nad życiem i nad naturą procesu artystycznego, który doprowadzić może do upadku, a wręcz do śmierci.

Ta waga problemów i ich pesymistyczny wydźwięk nie powinny jednak sugerować, że prezentowane tu teksty pełne są irytujących narzekań rozczarowanego artysty na ograniczonych drobnomieszczan. Wielkość Hoffmanna polega przecież także na umiejętności kreślenia zróżnicowanych, niejednoznacznych portretów ludzi. Ta cecha sprawia, że wiele spośród jego postaci robi wrażenie ludzi dobrze nam znanych. Każdy z nas spotkał pewnie młodzieńca zagubionego i niezdarnego jak Anzelm, neurastenika w typie Nataniela czy rozsądną, prostolinijną Klarę – a może w tych postaciach rozpoznalibyśmy nawet nasze własne cechy?

Prezentowane tu teksty nie są także patetyczne i odnajdziemy w nich charakterystyczne dla całej twórczości Hoffmanna poczucie humoru, subtelną ironię czy dobrze skrywany sarkazm. I tak, w Złotym garnku archiwariusz Lindhorst, który okazuje się potężnym duchem ognia Salamandrem, we wzniosłym liście wyjaśniającym tajemnicę zaślubin Anzelma z Serpentyną i dzieje jego życia w cudownej krainie, wspomina bardzo rzeczowo o koniecznym zamążpójściu swych pozostałych dwóch córek, „których także by się już chętnie pozbył”. Nataniel pisząc do Lotara o swych wewnętrznych przeżyciach i traumach z dzieciństwa, dodaje kąśliwą uwagę pod adresem swej ukochanej: „Najwyraźniej musiałeś jej czytać wykłady z logiki, że nauczyła się wszystko tak subtelnie rozpoznawać i odróżniać. Poniechaj tego!” Uśmiech wywoła także opis spaceru Anzelma z Weroniką, którą „poprowadził do domu z tak wielką zręcznością i z tak wielką dozą szczęścia, że tylko jeden jedyny raz się potknął, a że akurat znajdowała się tam jedyna na drodze kałuża, to ochlapał białą sukienkę Weroniki tylko troszeczkę” (Złoty garnek). Zabawna jest również metoda sprawdzenia, czy ukochana nie jest aby mechaniczną lalką: „żeby mieć całkowitą pewność, że nie kocha się drewnianej lalki, wielu kochanków żądało, żeby ukochana coś zaśpiewała lub zatańczyła nie do taktu, żeby przy głośnej lekturze wyszywała, szydełkowała, bawiła się z mopsem itd., a przede wszystkim, żeby nie tylko się przysłuchiwała, lecz także mówiła coś, co by zdradzało, że jej słowa wynikają także z myślenia i uczuć” (Piaskun). Nawet z gruntu poważny Don Juan zawiera ironiczne uszczypliwości, gdy jedna z dam określa tragiczną postać Don Giovanniego mianem „frywolnej, wesołej postaci”, a znawcy tematu dyskutujący o operze przy restauracyjnym stole za najbardziej udany moment przedstawienia jednogłośnie uznają… „eksplozję w finale”.

Wszystkie opowiadania, prezentowane tutaj w „nowych szatach”, posiadają już swoje wcześniejsze tłumaczenia. Złoty garnek przełożył pisarz Jan Kleczyński (1875-1939), a pozostałe dwa teksty młodopolski poeta Antoni Lange (1861-
-1929). Są to zatem siłą rzeczy przekłady z innej epoki – zarówno w warstwie językowej, jak i w zakresie warsztatu translatorskiego. Szczególnie w tekstach Langego znać charakterystyczną dla ówczesnego czasu swobodę w podejściu do oryginału, manifestującą się w skrótach, dodatkach oraz w dominacji własnego, nieco pompatycznego stylu nad ironiczno-żartobliwym stylem Hoffmanna. Warto też wspomnieć, że opowiadania E.T.A. Hoffmanna przeznaczone dla dorosłych nie były jeszcze w Polsce ilustrowane, więc i w tym względzie niniejsze wydanie stanowi novum

Opowiadania zostały przez tłumaczkę opatrzone przypisami, które powinny ułatwić lekturę tekstów powstałych przed dwustu laty w innym języku i w innym świecie. Tłumaczka ma nadzieję, że czytelnik erudyta nie uzna jej uwag za wyraz paternalizmu i zarozumialstwa. Wiele skojarzeń i aluzji, oczywistych w czasach Hoffmanna (a także Kleczyńskiego i Langego) jest już dla współczesnych ludzi nieczytelnych. Tyczy się to szczególnie Don Juana, komentarza do Mozartowskiego Don Giovanniego.

W epoce Hoffmanna znajomość opery była zjawiskiem powszechnym – operę: postaci, fabułę, arie znało się tak, jak dzisiaj zna się treść kinowych hitów. Hoffmann pisząc Don Juana, mógł podać trzy pierwsze słowa arii po włosku będąc pewnym, że jego niemiecki czytelnik wiedzieć będzie, kto i w którym akcie ją śpiewa. Tłumaczka oczywiście zachęca czytelników, by poszli do opery lub przynajmniej w domu wysłuchali Don Giovanniego, lecz w swoich przypisach dołączonych do tego tekstu starała się pomieścić minimum informacji pozwalających na lekturę Don Juana jako tekstu samodzielnego.

Również Złoty garnekPiaskun opatrzone zostały niezbędnymi przypisami wyjaśniającymi topografię miejsc, elementy ubioru (kto dziś nosi halsztuk?) czy ludowe wierzenia (np. dotyczące kluczowej dla Złotego garnka magii drzewa czarnego bzu).

We wszystkich tekstach odnajdziemy słowa bezpośrednio skierowane do „łaskawego czytelnika”. Narrator wchodzi z nami w dialog i zjednuje sobie naszą uwagę i przychylność. Więc i na zakończenie niniejszego wprowadzenia oddam mu głos, bo do lektury tych opowiadań najlepiej zachęcą nas słowa samego E.T.A. Hoffmanna:

Spróbuj, przychylny czytelniku, w tym baśniowym królestwie pełnym wspaniałych dziwów, które jakby potężnymi ciosami wstrząsają duszę a to najwyższą rozkoszą, a to najgłębszym przerażeniem (…), rozpoznać na nowo znane ci osoby, które codziennie otaczają cię (…) w powszednim życiu. Uwierzysz wówczas, że owo wspaniałe królestwo jest znacznie bliżej ciebie, niż mógłbyś sądzić, czego ci z całego serca życzę i co pragnę ci uzmysłowić za pomocą osobliwej historii studenta Anzelma.

 

                                                        Eliza Pieciul-Karmińska